Ksiądz Wojciech Lemański dla „Tygodnia w Koluszkach”

Znany ze śmiałych, odważnych wypowiedzi i bardzo zaangażowany w dialog chrześcijańsko-żydowski. Od początku obecny na rocznicowych uroczystościach zamordowania Żydów w Jedwabnem, odbywających się 10 lipca. Były proboszcz parafii p.w. Narodzenia Pańskiego w Jasienicy a obecnie rezydent w parafii p.w. św. Andrzeja Boboli w Nowosolnej i kapelan w Zakładzie Karnym w Łodzi. Był jednym z Wykładowców III Wielkiej Lekcji Historii, poświęconej Żydom w Koluszkach i na Ziemi Łódzkiej. Z Księdzem Wojciechem Lemańskim o jasnych i ciemnych stronach dialogu chrześcijańsko- żydowskiego, rozmawia Zbigniew Komorowski.

Ksiądz Wojciech Lemański dla „Tygodnia w Koluszkach”

Jakie spostrzeżenia na „gorąco”?

Jestem pod ogromnym wrażeniem. Takich spotkań o charakterze lokalnym na gruncie historii polsko-żydowskiej stosunków „szukać by ze świecą”. Niedawno brałem udział w podobnym spotkaniu w o wiele większym od Koluszek, około 100 tysięcznym mieście. Było nas tam, zapaleńców historii może około 40 osób, a tu sala w kinie zapełniona po brzegi. Po drugie młodzież reagowała na przekazywane jej treści powiedzmy, emocjonalnie. To naprawdę cieszy.

Gdyby skomentować obecny kształt dialogu katolicko-judaistycznego i polsko-żydowskiego, to co możemy powiedzieć ?

Ze smutkiem muszę stwierdzić, że dialog katolicko-judaistyczny właściwie nie istnieje. Zajmują się tą problematyką specjaliści na katolickich uczelniach, w seminariach duchownych jest już z tym dużo skromniej. Na na poziomie Kościoła Powszechnego spotkania, gesty i wypowiedzi papieża Jana Pawła II, znalazły godną kontynuację w aktywności kolejnych papieży. Jeśli zaś chodzi o relacje polsko-żydowskie, to wystarczy obejrzeć programy informacyjne, zajrzeć do Internetu, by dostrzec jak wiele jest tutaj jeszcze do zrobienia. Według mnie, jest w tych relacjach chłodniej niż jeszcze kilka, czy kilkanaście lat temu. Potencjał jest ogromny. Niestety brakuje zarówno społecznych liderów tego dialogu i instytucjonalnego, materialnego wsparcia ze strony władz. Zarówno tych państwowych jak i na szczeblu samorządowym. Dlatego tak cieszy obecność na waszej lekcji parlamentarzystów, burmistrza, radnych i nauczycieli.

Jakiś czas temu przeor klasztoru dominikanów ze Szczecina, ojciec Maciej Biskup, komentując kwestię dialogu międzyreligijnego, powiedział mi mniej więcej to samo. Naprawdę na poziomie lokalnym, polskim, nie mamy z czego się cieszyć?

Niedawne obchody 50-rocznicy ogłoszenia Deklaracji „Nostra Aetate” Soboru Watykańskiego II na temat stosunku Kościoła do Religii Niechrześcijańskich pokazały, jak niewiele wiemy o sobie nawzajem. Kościół otworzył szeroko bramę, ale chętnych, by pójść na spotkanie wyznawców judaizmu czy islamu, ciągle jest bardzo niewielu. W Polsce powstało kilka instytucji: Polska Rada Chrześcijan I Żydów, Rada Dialogu Religijnego przy KEP, Dzień Judaizmu w Kościele Katolickim w Polsce, Dzień Islamu w Kościele Katolickim w Polsce. Dobrze, że są takie instytucje, choć wydaje mi się, że w życie Polski parafialnej wnoszą one bardzo, ale to bardzo niewiele. Wspominałem podczas prelekcji w sali Miejskiego Ośrodka Kultury w Koluszkach, jak bezczynne są na tym polu parafie w Jedwabnem, Wąsoszu, Radziłowie, Szczuczynie, Sobieniach-Jeziorach, Karczewie, Jadowie i tylu innych. Ostatnio odwiedziłem żydowski cmentarz w Kaliszu. To tam papież Jan Paweł II wspomniał rzeszom wiernych o naszej odpowiedzialności za takie miejsca. To, co zobaczyłem, zdaje się krzyczeć, że z tamtych słów papieża nic nie zostało.

Na przykład?

Bolała nieobecność biskupów na uroczystościach w Jedwabnem w 60. rocznicę mordu na Żydach. Dziesięć lat później pojechał tam biskup Cisło. W roku 2017 był tam biskup Markowski. Do Radziłowa i do Bzur, żaden z nich już nie pojechał. A tak bardzo potrzebni są tacy przewodnicy do tych trudnych miejsc.

Na szczęście mamy, jako katolicy archidiecezji łódzkiej, pasterza niesłychanie mądrego i otwartego, i z tego się cieszymy. To biskup w duchu soborowej Odnowy Kościoła…

Arcybiskup Grzegorz Ryś należy do Rady Oświęcimskiej. Był na żydowskim cmentarzu w Łodzi i na stacji Radegast. Zapalił światło w miejscu zagłady Romów i Sinti. Ale kleryków przy nim nie zobaczyłem. I księży łódzkich też nie. To smutne.

Co możemy zrobić, aby ten szary obraz zmienić, aby Oblicze Chrystusa -Żyda, jaśniało radością a nie smutkiem?

Dopóki nie nauczymy się tego rodzaju zobowiązań, nie wpoimy tego klerykom, przyszłym księżom, by potem mogli powiedzieć o tym swoim parafianom, to nie liczmy, że w ludzkiej świadomości coś się zmieni. Nie zapominajmy, że ludzie ciągle potrzebują lokalnych autorytetów, przewodników, liderów.

A może mamy po prostu podstawowy problem z przyswojeniem sobie prawdy, że Jezus, Maryja, apostołowie, Maria Magdalena a także inni, tworzący Kościół Pierwotny byli Żydami?

Odpowiem przewrotnie. Gdyby podejść do takiego miejscowego antysemity i powiedzieć mu mniej więcej to co pan: „przecież Jezus też był Żydem”, odpowie: „był, no i co z tego?” Tak by to się mniej więcej skończyło.

Żeby tylko na tym się skończyło…

Mogłoby się skończyć również jakąś lokalną awanturą, bo Polacy bywają dosyć emocjonalni. Ale lekcja historii w Koluszkach pokazała, że może być zupełnie inaczej. Szczerze, otwarcie, życzliwie i bez owijania w bawełnę. Bo czarne niestety jest czarne.